Może to nie wiersz ale bardziej liryczne opowiadanie ale prosze, czytajcie :
Jest noc, mrok, ciemno, cicho. Śpię. Nie śpię, myślę i od tygodnia ta sama myśl - że to może moja ostatnia, najdłuższa noc. I nagle słyszę psów ujadanie, wycie i szczekanie. Nadchodzi czarna pani. Ubrana na czarno, perłowo biały szkielet błyska spod płaszcza jak latarnia. To nie sen, to mara. Śmierć idzie po mnie już jest coraz bliżej. Trzy domy. Dwa. Jeden. Już stoi nademną wpół zgięta jak wierzba nad rzeką. I nagle błysk. Jest we mnie. Zabiera życie. Nie, zabiera me marzenia, wspomnienia, zabiera miłość nadzieję. A zło? Zostawia, zostawia strach, ból, rozpacz i resztę. Opuszcza me ciało. Zostawia przy zyciu, ale bez sensu życia. Kiedyś znowu po mnie przyjdzie i pójdę razem z nią w zaświaty. I znów słyszę psów ujadanie, wycie i szczekanie i jej śmiech jak pisk opon przerażający jak krzyk dziecka donośny. I nagle. Cisza, bezszelestna, głucha cisza...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum