Taki ciężkawy temat na lato Wam przygotowałam
Wiadomo, że jest chorobą, na szczęscie można z niej wyjśc. Ale czy mieliście jakąs z nią styczność, może Wasi bliscy chorowali? Co sądzicie o ludziach z depresją? Boicie się ich, jest ich Wam żal, a może chcecie im jakoś pomóc, albo zupełnie Was nie intersują? Ciekawi mnie Wasze zdanie
_________________ I tear through the walls for you... It's you, only you, no other ...
Ojjj!!! Aduś! Fajny temat To ja może na własnym przykładzie...
Miałam konkretną depresję jakieś dobre pół roku - od września zeszłego roku; z powodu choroby. Niby nic wielkiego, bo wiele osób ma tarczycę, ale zaczęło się nieciekawie, zaczęły mi baardzo wypadać włosy, ogólne złe samopoczucie, przygnębienie. Od września do marca robiłam badania,coby znaleźć przyczynę....wszystkie badania były niby ok. Moja frustracja sięgała zenitu ;-/ Aż wreszcie trafiłam do kliniki w Katowicach i tam po kolejnej serii badań wykryto niedoczynność tarczycy (i kilka innych niewielkich dolegliwości) Włosy przestały wypadać aż tak bardzo(choć gitesowo nie jest) Wydaje mi się że depresja minęła-zdążyłam już przywyknąć trochę do tej myśli, bo tak z drugiej strony stresowanie się nic mi nie da, a nawet może pogorszyć stan zarówno ciała jak i duszy ;-)
Pozdrawiam wszystkich-wesołych i smutnych; optymistów jak i pesymistów
Z depresją wśród bliskich styczności na szczęście nie miałam,ale gdyby ktoś z nich,czy np moja kumpela zachorowała robiłabym wszystko aby jej pomóc.nie zostawiłabym jej nawet gdyby chciała.a co do osób,których dobrze nie znam,a które mogłyby chorowac?nie pomogłabym pewnie bo myślę,że w wypadku tej choroby mogą pomóc tylko osoby do których chorzy mają zaufanie.to ciężka choroba,dobrze,że można z niej wyjść
Aga_B, tak offtopując to TARCZYCĘ ma każdy człowiek bo to jest taki GRUCZOŁ. Możesz miec co najwyzej chorą tarczycę np. mieć niedoczynność lub nadczynność itd. Ja też mam niedoczynność tarczycy i już się pogodziłam z tym, ze do konca zycia bede brać ten Euthyrox... no ale cóż poradzić...
A co do depresji, ja nigdy nie miałam stycznosci a gdybym już miala styczność z kimś chorym to pewnie chcialabym jakos pomóc, chociaż nie wiem czy czułabym się na siłach. Chyba starałabym się najpierw jakąś fachową pomoc uzyskać...
Ja miałam depresję spowodowaną śmiercią Dziadziusia i rozstaniem z chłopakiem (te 2 rzeczy zbiegły się w tym samym czasie)... Przez około rok płakałam z byle powodu, nic mi się nie chciało, spałam praktycznie cały czas, nigdzie nie wychodziłam... Mama chciała mnie wysłać do psychologa, ale nie dałam się namówić... Czas zagoił rany i jest już dobrze, choć zmieniłam się radykalnie...
zeby pomoc osobie, ktora ma depresje trzeba miec strasznie duzo sily wewnetrznej... ja wiele razy myslalam ze nie dam rady, i ze sama sie zalamie... moja kolezanka niestety sobie nie radzila z klopotami... byla bardzo zalamana... chciala popelnic samobojstwo (wtedy jej jeszcze nie znalam, ale jak mi o tym powiedziala to byl dla mnie strazny szok)... na szczescie sie za bardzo bala na ten krok... pozniej zaczela sie ciac, byla ciagle przygnebiona, prawie ciagle plakala... w sumie nie wiem co ja i moja przyjaciolka zrobilysmy, ale sie udalo... najpierw bardzo duzo rozmawialysmy, naprawde bardzo duzo... znalazla w nas osoby, ktorym moze powiedziec doslownie wszystko... pozniej namowilysmy ja na wizyty u psychologa. teraz juz sie nie tnie, nie ma mysli samobojczych, jest normalna zadowolona dziewczyna... niestety boimy sie ze to wszystko moze wrocic...
Miałam takie przypadki wśród bliskich ale nawet mi się nie chce pisać o tym, cięzko mi przypominać sobie to wszystko. Nie za ciekawie, tyle tylko powiem.
moze za bardzo sie wywnętrzam ,nie chce zebyscie pomyślaly ze jestem jakąś wariatka,ale o tej chorobie trzeba pisać.Najwyżej wywalicie mnie z forum ja mialam 2 w 1 tzn mam nerwice natręctw (ogladałyscie Dzień Swira??)No i do tego przylątala sie depresja bo te choroby sa powiazane ze soba.trafilam do szpitala na 6 tygodni.Ale widzialam tam ludzi w owiele gorszym stanie niz ja więc stwierdzilam że pora wziąć sie w garść i nie uzalać sie nad sobą.z wlasnego doswiadczenia wiem że trzeba pomoc osobie z depresja w odbudowaniu poczucia wlasnej wartosci.aha i taka osoba nie może miec wolnego czasu ,musi caly czas cos robic ,żeby za dużo nie myśleć
Aga_B, tak offtopując to TARCZYCĘ ma każdy człowiek bo to jest taki GRUCZOŁ. Możesz miec co najwyzej chorą tarczycę np. mieć niedoczynność lub nadczynność itd
Przecież napisałam że mam niedoczynność
Reichea, czytaj proszę dokładnie, bo troszkę się poczułam jak głupiutka dziołszka, która nie wie że każdy człowiek ma tarczycę. Tylko nie odbierz tego proszę jak atak na Twoją osobę
...Niby nic wielkiego, bo wiele osób ma tarczycę...
to bylo apropos tego - czytam dokladnie. Chcialam to "naprostowac" dlatego ze czesto slysze jak ktos mi mowi, ze jest chory na tarczycę (uwazajac to za nazwę choroby).
moze za bardzo sie wywnętrzam ,nie chce zebyscie pomyślaly ze jestem jakąś wariatka,ale o tej chorobie trzeba pisać.Najwyżej wywalicie mnie z forum ja mialam 2 w 1 tzn mam nerwice natręctw (ogladałyscie Dzień Swira??)No i do tego przylątala sie depresja bo te choroby sa powiazane ze soba.trafilam do szpitala na 6 tygodni.Ale widzialam tam ludzi w owiele gorszym stanie niz ja więc stwierdzilam że pora wziąć sie w garść i nie uzalać sie nad sobą.z wlasnego doswiadczenia wiem że trzeba pomoc osobie z depresja w odbudowaniu poczucia wlasnej wartosci.aha i taka osoba nie może miec wolnego czasu ,musi caly czas cos robic ,żeby za dużo nie myśleć
Jamajko - nikt Cie nie wywali, a tym bardziej nie nazwie wariatką, bo jeśli by to zrobił, dostałby bana i tyle. Wiem, że o tym trzeba pisac, dlatego załozyłam ten temat. Miałam zrobić to dawno, ale chyba nie byłam gotowa. Teraz jestem, bo wyszłam z depresji. Już nie jem leków (brałam prawie rok), nie chodze do lekarza. Nadal mam jednak stany lekowe, nerwice żołądka i serca. Kiedy czegoś się boje od razu chce mi się wymiotować. I serce boli, strasznie. Jestem po terapii u psychologa i po wizytach u psychiatry. Długo jednak nie mogło do mnie dojśc, że jestem ... chora psychicznie. Wstydziłam sie tego. Teraz wiem, że niektorzy mają chore serce, niektórzy chorą wątrobe, a niektórzy chorą dusze. Mam tylko nadzieje, że to wszystko już za mną i że to nie wróci.
I jeśli macie kogoś takiego, kto jest chory, pomózcie mu, nawet gdyby nie chciał. Niech wie, że ktos jest z nim, że ktos się nim interesuje. I błagam - nie mówicie tylko - weż się w garśc, bo jesteś leniem itd. Bo sam się raczej nie weźmie, trzeba pomóc. Zresztą inaczej sie w tego wychodzi, kiedy ma się wsparcie, i to nie lekarza, tylko kogoś bliskiego.
_________________ I tear through the walls for you... It's you, only you, no other ...
mandi14 [Usunięty]
Wysłany: 2006-07-04, 20:35
Też myśle że trzeba o tym pisać....w mojej rodzinie ciocia była w depresji.....to było jakieś 6-7 lat temu i trwało chyba 1,5 roku.....nie chce się za bardzo rozpisywać bo zupełnie nie były to przyjemne czasy....z tego co pamiętam to pomogli jej moja mama i jej ówczesny chłopak który teraz jest jej mężem ....
kiedyś bardzo cierpiałam. (czasem tak mam, ale tamten przypadek był straszny), ciągle ryczałam przez parę dni. chciałam popełnić samobójstwo, po prostu nie widziałam potrzeby aby dłużej żyć. usłyszałam wtedy o stronie internetowej coś tam z przyjaciółmi właśnie dla osób chcących się zabić. napisałam do nich, i czekałam na odpowiedź. dobrze, że pojawili się przy mnie prawdziwi przyjaciele, bo zdążyłabym się 10x zabić, zanim oni odpisali.
tak więc najlepsze lekarstwo na depresję to przyjaciel.
a jak komuś jest smutno może pogadać ze mną.
Ja miałam styczność z nerwicą obsesyjno-kompulsywną. Czasami podejście ludzi dotkniętych tym problemem może drażnić bo dla nas jest zupełnie niezrozumiałe. Nie potrafimy zrozumiec co siedzi w głowie drugiej osoby więc dużą wagę należy przykładać do słów, które się wypowiada. Nie należy krzyczeć, że dana osoba robi jakąś rzecz po raz wtóry czy myśli o czymś co dwie minuty i nie może przestać czy krzyknie na nas bez większego powodu. Należy się wykazywać dużą cierpliwością, trzymać nerwy na wodzy ale z drugiej strony jeżeli nam na kimś zależy to oddamy swój czas i wszystkie siły by pomóc!
Ja jestem z tych osób co muszą mocno na siebie uważać bo depresja w każdej chwili może powrócić. Po tym jak przez 1.5 roku byłam wyłączona z życia naprawdę nie mam ochoty tam wracać. W ogóle jak tylko sobie to przypominam to jakoś mi tak dziwnie...
Heh przygnębienia,dołki i depresje to moja specjalność Nie ma się tu z czego cieszyć, bo nienawidze tego. Zaczeło się może jakieś 4 lata temu, kiedy zaczełam myśleć już nie jak dziecko, któremu zależy na mamusi i ojcu ( )
Stałam sie troche zbyt wybuchowa... może nie słownie, ale moje ręce cierpiały. Ostrze stało się moim przyjacielem w bólu, dawało mi jakiegoś rodzaju ukojenie.
Kiedy miałam kryzys...poszłam do łazienki i byłam już pewna,że skończe. Ale wtedy pomyślałam o mamie i wróciłam z płaczem. Teraz, przez ten rok nic mi nie było, no nic a nic To tylko i wyłącznie dzięki bliskim mi osobom, takim np. jak Tenebra :* Jedna z tych które mnie wyciągnęły z bagna.
Ale coś teraz czuje, że mnie bierze... może to już "jesienna deprecha"? Chciaż lato leszcze trwa...
Wiecie co? Zaskoczył mnie ten wątek, pozytywnie Zakładając go nie myślałam, że az tyle będzie postów, które są pisane na podstawie własnych przezyć ! Ale ciesze sie, że się odważyłyście i dziękuje ! Ja sama wstydziłam sie tego, że jestem chora, wstydziłam sie chodzić do psychologa, a do psychiatry to juz w ogóle! Kupowałam leki ze spuszczoną głową, i największe katusze przeżywałam, jak za mną stała kolejka a panie w aptece mówiła"ale po tym może się chceić strasznie spać" itd itp. Potem jakos przeszło i teraz moge o tym mówić, choć i tak wstyd jeszcze jakiś jest. A jak mnie dopadnie jedna z nerwic, to po prostu mówie"brzuch/serce mnie boli"
_________________ I tear through the walls for you... It's you, only you, no other ...
Wiek: 17 Dołączyła: 28 Maj 2005 Skąd: zielona góra
Wysłany: 2006-08-06, 21:19
depresja normalna rzecz .... moja ciotka ma depresje lub nie wiem co jej jest doslownie stało sie z nia cos strasznego mowi : nie umiem jezdzic na rowerze , za 5 minut wsiada na rower i jezdzi , ja nie umiem gotowac potem mowi ze cos tam ugotowala 2 dni temu , 100 papierosow dziennie poszla do sklepu po fajki ze 100 zloty a wrocila bez reszty .... wszytsko po smierci matki i problemow .... coraz wiecej ludzi dotyka depresja i nic w tym dziwnego....
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum